Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
hippocampus1987

You invent nothing, you think you are inventing, you think you are escaping, and all you do is stammer out your lesson, the remnants of a pensum one day got by heart and long forgotten, life without tears, as it is wept. To hell with it anyway.

— Samuel Beckett, "Molloy"
hippocampus1987

Hamm :

[…] Why do you stay with me?

Clov :

Why do you keep me?

Hamm :

There's no one else.

Clov :

There's nowhere else.

(Pause.)

Hamm :

You're leaving me all the same.

Clov :

I'm trying.

Hamm :

You don't love me.

Clov :

No.

Hamm :

You loved me once.

Clov :

Once!

Hamm :

I've made you suffer too much.

(Pause.)

Haven't I?

Clov :

It's not that.

Hamm :

I haven't made you suffer too much?

Clov :

Yes!

Hamm (relieved):

Ah, you gave me a fright!

(Pause. Coldly)

Forgive me.

(Pause. Louder.)

I said, Forgive me.

— Samuel Beckett, "Endgame"
hippocampus1987

Przechadzał się po gabinecie — który dawniej był sypialnią jego rodziców — wymijając nieistniejące już przeszkody i w zamyśleniu postukując pustą fajką o meble, które spłonęły lata temu albo butwiały jeszcze w szopie w głębi ogrodu, o wysoki stojak na miednicę, o zjawy zawieszonych pod sufitem boi, żerdzi i wioseł składających się na daleki krajobraz dzieciństwa, który spustoszyła śmierć ojca i w którym usiłował przywołać z przeszłości widmo pewnej brzytwy o pięknej rękojeści z czarno żyłkowanej masy perłowej, złożonej prawdopodobnie wpół na miseczce z mydlaną pianą…

— Juan Marsé, "Dziewczyna w złotych majtkach"; przeł. M. Michalski
Reposted bykitana kitana
hippocampus1987

Wciąż jeszcze widzę, jak [ojciec] siedzi na tym balkonie, kiwając zwróconą ku morzu głową, napuchnięte stopy bez paznokci moczy w miednicy z solanką, pozwala mojej siostrze zapinać sobie koszulę, sobie pozwala umrzeć.

— Juan Marsé, "Dziewczyna w złotych majtkach"; przeł. M. Michalski
hippocampus1987
— [...] Posłuchaj, Joe. Myślisz, że ona popełni samobójstwo?
— Skąd, u diabła, mogę wiedzieć?
— Zostaniesz z nią dzisiaj w domu i przypilnujesz, żeby tego nie zrobiła? Tylko dzisiaj.
— Oczywiście, że nie. Choćby dlatego, że wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że może to zrobić jutro. 
— John Barth, "Koniec drogi"; przeł. A. Słomianowski
hippocampus1987
Chudziusieńki Beckett palący papierosy w pokoju Tiers Temps, paryskiego domu starców. Kieszenie pełne biszkoptów dla gołębi. Jak każdy staruszek niemający rodziny, zamknięty w domu spokojnej starości. Rozmyśla o morzu Irlandii. W oczekiwaniu na ostateczną ciemność. "O wiele lepiej, że w końcu żale przemijają i powraca cisza. W ostatecznym rozrachunku jest tak, jak było zawsze. Jesteś sam".
— Enrique Vila-Matas, "Dublineska"; przeł. K. Okrasko
Reposted byzimnociepla zimnociepla
hippocampus1987
Przychodzą mu do głowy słowa towarzyszki zabaw z dzieciństwa, z którą spędzał wakacje w Tossa de Mar. Czas leci, mknie jak strzała, a muszka owocówka też lata.
— Enrique Vila-Matas, "Dublineska"; przeł. K. Okrasko
Reposted bySkydelan Skydelan
hippocampus1987
Chciałby powiedzieć Celii coś, dzięki czemu zrozumiałaby, że nie tylko ona może z dnia na dzień zmienić osobowość; powiedzieć jej na przykład, że czuje się skołowany, albo coś o strzale w pełnej pajęczyn piwnicy, gdzie światło ma kolor stali.
— Enrique Vila-Matas, "Dublineska"; przeł. K. Okrasko
hippocampus1987
[...] wszyscy troje się tak bardzo od siebie różnili, że jedynym wspólnym, łączącym ich elementem była, według mnie, ich kondycja ludzi, którzy przeżyli, czyli ta zwodnicza przewaga, którą bohaterowie dnia dzisiejszego, zawsze zwyczajnego, nijakiego i pozbawionego chwały, przyznają bohaterom dnia wczorajszego, przeszłość bowiem — poznawana przez filtr pamięci — zawsze jest wyjątkowa, burzliwa i bohaterska.
— Javier Cercas, "Żołnierze spod Salaminy"; przeł. E. Zaleska
hippocampus1987
W pewne marcowe popołudnie spotkaliśmy się w kinie na Dwudziestej Czwartej Ulicy; wydało nam się zabawne, że oboje przyszliśmy sami na czarno-białe filmy (puszczali cykl Buñuela, tego dnia szedł "Szymon pustelnik", zasnąłem po kwadransie). Wymieniliśmy się numerami telefonów, żeby wypić razem kawę następnego dnia, i tego następnego dnia odstawiliśmy w połowie wypite kawy, kiedy w trakcie banalnej rozmowy zdaliśmy sobie sprawę, że nie interesuje nas opowiadanie sobie nawzajem życia, tylko chcemy udać się gdzieś, gdzie moglibyśmy iść razem do łóżka i przez resztę dnia oglądać wzajemnie nasze ciała, które sobie wyobrażaliśmy, każde na własny sposób, od kiedy po raz pierwszy spotkaliśmy się w zimnej sali wykładowej. Ja pamiętałem ochrypły głos i wydatne obojczyki; zaskoczyły mnie piegi między jej piersiami (wyobrażałem sobie jasną i gładką skórę jak na twarzy) i też zaskoczyły mnie jej usta: zawsze, bez żadnego naukowego wytłumaczenia, były chłodne.
— Juan Gabriel Vásquez, "Hałas spadających rzeczy"; przeł. T. Pindel
hippocampus1987
Mężczyzna,  który mówi, że się zabije, jest tchórzem, ale Septimus walczył, był odważny; Septimus nie jest teraz  sobą. Przypięła do sukni koronkowy kołnierzyk. Włożyła nowy kapelusz, ale on nie zauważył; i jest  szczęśliwy bez niej. Ona nigdy nie jest szczęśliwa bez niego! Nigdy! Septimus jest egoistą. Wszyscy  mężczyźni są tacy. Bo on nie jest chory.
— Virginia Woolf "Pani Dalloway"; przeł. K. Tarnowska
hippocampus1987
Strach Iwanowa miał charakter literacki, to znaczy jego strach był tym strachem, jakiego doświadcza większość obywateli, którzy nagle pewnego (czy też niepewnego) dnia postanawiają przekształcić uprawianie literatury, a przede wszystkim fikcji, w integralną część swego życia. Strach przed tym, że mogą być kiepscy. A również strach przed brakiem uznania. Ale przede wszystkim strach przed tym, że mogą być kiepscy. Strach przed tym, że ich trud i zapał pójdą w zapomnienie. Strach przed postawieniem kroku, który nie zostawia śladu. Strach przed elementami przypadku i natury zacierającymi zbyt płytkie ślady. Strach przed kolacją w pojedynkę i przed tym, że nikt nie zauważy ich obecności. Strach przed niedocenieniem. Strach przed porażką i ośmieszeniem się. Ale przede wszystkim strach przed tym, że jest się kiepskim. Strach przed znalezieniem się, nieodwracalnie i na zawsze, w piekle kiepskich pisarzy. 
— Roberto Bolaño "2666"; przeł. K. Okrasko, J.W. Rajter
Reposted byciarkakitanapodkreslajmniecytatacyta
hippocampus1987

Zwykłem myśleć, że Południowiec powinien zawsze być wyczulony na obecność Czarnego. Sądziłem, że ci z Północy oczekują tego od Południowca i z początku, kiedy przyjechałem na wschodnie wybrzeże, powtarzałem sobie nieustannie: Musisz wciąż pamiętać, żeby myśleć o nich jako o ludziach kolorowych, a nie jak o Czarnych, i gdyby nie to, że przypadkiem znalazłem się gdzieś tam, gdzie było ich tak niedużo, zmarnowałbym wiele czasu i wysiłku, zanimbym wreszcie stwierdził, że ludzi, wszystko jedno czy białych, czy czarnych, najlepiej brać takimi, za jakich sami się uważają, a potem dać im święty spokój.

— William Faulkner "Wściekłość i wrzask"; przeł. A. Przedpełska-Trzeciakowska
hippocampus1987

każdy człowiek jest sędzią własnych cnót ale niechże nikt nie daje recepty na szczęście drugiemu człowiekowi

— William Faulkner "Wściekłość i wrzask"; przeł. A. Przedpełska-Trzeciakowska
Reposted byciarka ciarka
hippocampus1987
[H]istoria, zwykła zresztą dziwka, nie ma momentów przełomowych, bo jest tylko proliferacją momentów, krótkich chwil walczących ze sobą o szczyt potworności. 
— Roberto Bolaño "2666"; przeł. K. Okrasko, J.W. Rajter
hippocampus1987
I tak, nie umiejąc wierzyć w Boga ani w zwierzęcą zbiorowość, nabrałem — jak wszyscy inni ludzie na skraju — tego dystansu wobec wszystkiego, który nazywa się powszechnie Dekadencją. Dekadencja to całkowita utrata nieświadomości, a nieświadomość to fundament życia. Gdyby serce mogło myśleć, przestałoby bić. 
— Fernando Pessoa, „Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie”; przeł. M. Lipszyc
hippocampus1987

— A co w tym złego, że człowiek jest łagodny jak kobieta? Dlaczego mężczyzna, żeby był nie wiem jaki pies i skurwysyn, nie może być wrażliwy i uczuciowy, jeśli mu to odpowiada?

— Manuel Puig, "Pocałunek kobiety-pająka"; przeł. Z. Wasitowa
hippocampus1987

— „Biuletyn oficjalny” jest gorszy od samej wojny, nie wolno tego mówić, ale to prawda taka jak dzwon, nie ma co do tego wątpliwości. „Biuletyn oficjalny” jest bronią w ręku bigotów, to oni odniosą wielkie zwycięstwo, oni będą triumfatorami na pięćdziesiąt albo i więcej lat, to kwestia czasu, kongregacje umieją zarabiać forsę i rozdzielać dochody i odpusty, ale przede wszystkim potrafią świetnie używać swojej broni: nakaz konfiskaty i zniszczenia książek pornograficznych, marksistowskich,  ateistycznych i innych ogólnie rzecz biorąc rozwiązłych publikacji (choroby duszy rodzą się pod wpływem lektur), zniesienie koedukacji w szkołach (niebezpieczne kontakty), powoływanie urzędów miejskich przez gubernatorów cywilnych (w imię jedności), weryfikacja wysokich urzędników (dobro wspólne nie może być zarządzane przez zdrajców), ogłoszenie kultu maryjnego w szkołach za obowiązkowy (pozdrowienie katolickie powinno być uzupełnione słowami: Ave Maria!), wprowadzenie wstępnej cenzury prasy, książek, teatru, kina i radia (nie powinno się mylić wolności z samowolą), zniesienie swobody zgromadzeń i stowarzyszeń (źródło zamętu), unieważnienie ślubów cywilnych (konkubinat) i rozwodów (umowny wybieg maskujący prostytucję), zakaz używania imion, których nie ma w Żywotach świętych (krucjata przeciw pogaństwu), to, co się szykuje, będzie poważnym hamulcem rozwoju w historii Hiszpanii.

— Camilo José Cela, "Mazurek dla dwóch nieboszczyków"; przeł. E. Komarnicka
hippocampus1987
[G]wałt zadany z błędnych pobudek przez odważnego dziwkarza i hulakę, który potrafi ryzykować życiem z elegancją i pogardą, nie jest tak groźny jak ten, którego dokonuje tchórz administracyjny, tchórz na etacie, kierujący się jedynie przebiegłym sknerstwem, ohydny, lepki typ, najgorsza jest zimna, zachowawcza przemoc przeciętności, która zasypuje papierkami świeży strumień życia [...]
— Camilo José Cela, "Mazurek dla dwóch nieboszczyków"; przeł. E. Komarnicka
hippocampus1987
Mży z wiarą, nadzieją i miłosierdziem na kukurydzę i żyto, na cnotę i na występek popełniany wspólnie, a także na grzech popełniany w samotności, na potulną krowę i na dzikiego lisa, a może mży bez wiary, nadziei i miłosierdzia i nikt o tym nie wie, nikt też się tym nie przejmuje, mży z nabożeństwem, podczas gdy świat toczy się swoim torem: jakiś mężczyzna  pożycza na procent, jakaś kobieta pociera sobie krocze zdechłym królikiem, jakieś dziecko umiera na skręt kiszek po zjedzeniu śliwek, Robin Lebozan przynosi czekoladki Rosicler, która namiętnie brandzluje małpę Jeremiasza, jakaś dziewczynka umiera kopnięta przez konia, Archimedes powiedział to swoje "dajcie mi punkt oparcia", itd.
— Camilo José Cela, "Mazurek dla dwóch nieboszczyków"; przeł. E. Komarnicka
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl